Anty e-papierosowa krucjata

Anty e-papierosowa krucjata

The Anti-E-Cigarette Conspiracy
Gilbert Ross, M.D., is medical director of the American Council on Science and Health.

Anty e-papierosowa krucjata

Każdy z chociaż odrobiną wiedzy na temat zdrowia publicznego zgodzi się ze stwierdzeniem, że jednym z największych zagrożeń dla ludzkiego zdrowia są papierosy. Ciężkie zadanie stoi też przed tymi, którzy chcą rzucić palenie: tylko 10% z nich jest w stanie rzucić palenie bez żadnej pomocy, a wsparcie, jakie dają produkty zaaprobowane przez PDA jest znikome. W ciągu kilku ostatnich lat, nowa technologia została podchwycona przez miliony ludzi szukających ucieczki od tego śmiertelnego nałogu: elektroniczne papierosy.
Wielu ekspertów w dziedzinie tytoniowej wierzy, że e-papierosy są ratunkiem na poprawę niewiarygodnie niskich wyników wskazujących na rzucenie palenia przez uzależnionych. Jednak, urządzenia te mają swoich zaciętych przeciwników – i nie mówimy tu o wielkich koncernach tytoniowych, dla których elektroniczne papierosy są największym zagrożeniem. Mowa o agencjach zdrowia publicznego, takich jak CDC czy FDA w Stanach Zjednoczonych czy zdrowotnych organizacjach non-profit – np. American Cancer Society. Ich taktyka często zbliża się formą do oszustw czy manipulacji, jakie pamiętamy z wojny na rynku tytoniowym w XX wieku. Jedną z ich bardziej rażących, jest redefiniowanie słów „dym” i „tytoń”, aby można było odnosić się bezpośrednio do papierosów elektronicznych, które z tytoniem nie mają nic wspólnego. Pytanie brzmi: dlaczego? Jedno jest pewne: Ich niechęć nie opiera się na nauce lub dobru zdrowia publicznego.
W USA mieszka ponad 40 milionów palaczy, z czego około 480 tysięcy co roku traci życie ze względu na swoje uzależnienie, a ponad połowa z nich umrze przedwcześnie z powodu biernego palenia. Pomimo wielu kampanii i regulacji antytytoniowych od 1964 roku liczba osób palących w USA prawie się nie zmieniła.
Większość palaczy chce zerwać z nałogiem, co zrozumiałe, jednak uzależnienie od tytoniu jest jednym z najsilniejszych, głównie (choć nie wyłącznie) ze względu na siłę nikotyny. Niestety, palacze, a nawet niektórzy lekarze, wierzą, że to nikotyna jest toksyczna i śmiertelna. W praktyce, jest to bardzo niebezpieczny mit. Potwierdza to aforyzm “Palacze palą dla nikotyny – ale umierają od dymu”. Jednak nie tylko nikotyna jest uzależniającym składnikiem papierosów. W dymie znajduje się wiele psychoaktywnych chemikaliów odpowiedzialnych za uzależnienie i utrudniających zerwanie z nałogiem.
E-papierosy dostarczają nie tylko wystarczająco silną dawkę nikotyny, by zaspokoić głód palacza (w przeciwieństwie do nieefektywnych plastrów i gum), ale również pozwalają cieszyć się rytuałem wdechu i wydechu dymu, który w tym przypadku składa się prawie wyłącznie z wody w formie mgły. Urządzenia korzystają z akumulatora w celu odparowania wody i nikotyny, co użytkownik (zwany „waperem”) zasysa wraz z gliceryną roślinną lub glikolem propylenowym oraz środkami aromatyzującymi. Często mają one końcówkę LED przypominającą papierosy, która świeci na czerwono – lub na inny kolor – wszystko to bez tytoniu, bez spalania, bez dymu. Składniki są ogólnie uważane za bezpieczne przez agencje regulacyjne, i były w powszechnym użyciu przez dekady – choć wcześniej nie zostały wykonane żadne długoterminowe badania na bezpieczeństwo ich wziewnego stosowania, takie badania przeprowadzane są przez wiele ośrodków w tym momencie.
Sprzedaż e-papierosów podwoiła się w ciągu każdego z ostatnich kilku lat, do tego stopnia, że jak pokazują ostatnie badania – próbowała ich aż jedna piąta palaczy, która porzuciła na ich rzecz tradycyjne wyroby tytoniowe. W tym samym czasie sprzedaż papierosów wykazała historyczny spadek (niezawodny analityk przewiduje, że sprzedaż e-papierosów może nawet wyprzedzić sprzedaży papierosów w ciągu dekady – jeśli regulatorzy i zdrowotne organizacje non-profit zaprzestaną swoich działań blokujących ). Pomimo, że badania nad mniejszą szkodliwością e-papierosów nie zostały jeszcze zakończone, zdrowy rozsądek mówi nam, że wdychanie zawartych w nich składników, w porównaniu do wdychania tysiąca związków chemicznych ze spalania tytoniu jest zdecydowanie korzystniejsze.
Pomimo braku jakichkolwiek dowodów wskazujących na szkodliwość wapowania, rozprzestrzenia się dziwna tendencja do zaostrzania regulacji względem e-papierosów, traktując je prawie na równi z tytoniem. Źródłem wszystkich tych działań są niewątpliwie agencje federalne odpowiadające za zdrowie publiczne. FDA początkowo próbowało nawet zablokować wejście e-papierosów do kraju, jednak jeden z sędziów federalnych wskazał, że było to bezpodstawne.
Być może na złość, FDA nadal ostrzega palaczy by nawet nie próbować wapowania jako metody na rzucenie palenia. Partnerem FDA w tym sporze jest CDC, które posunęło się do manipulacji danymi na temat palenia tytoniu wśród młodzieży, głośno ostrzegając rodziców o zwiększonej używalności e-papierosów wśród młodzieży. Szef CDC, Tom Frieden, wygodnie zapomniał wspomnieć o tym, że prawie wszyscy młodzi ludzie oznaczeni w raporcie jako palacze e-papierosów było wcześniejszymi użytkownikami papierosów tytoniowych. Co więcej, oficjalne oświadczenie nie zawierało kluczowego faktu – poziom uzależnienia od nikotyny wśród nastolatków gwałtownie spadł.
Inne usprawiedliwienia atakujących e-papierosy wahają się od „Po prostu nie wiemy, co się stanie z użytkownikami e-papierosów w ciągu następnych pięciu czy dziesięciu lat”, po „Nie wiemy, co jest w nich.” Ale na pewno wiemy, co się stanie z wieloma palaczami tytoniu w ciągu następnej dekady! Wiemy, co jest w e-papierosach, bo ich para została szeroko przeanalizowana w obiektywnych laboratoriach naukowych – mówi dyrektor medyczny Amerykańskiej Rady Nauki i Zdrowia. Dodaje, że zarzuty o rzekome przyciąganie i wciąganie młodzieży w nałóg nikotynowy poprzez e-papierosy nie zostały poparte żadnym ważnym dowodem naukowym, oprócz histerycznej medialnej nagonki czy studium opublikowanego przez dawniej cenionych JAMA Pediatrics.
Odpowiedzialni naukowcy I członkowie “The tobacco-control movement”, którzy popierają rozsądne regulacje względem e-papierosów postulują głównie wprowadzenie limitu wiekowego dla sprzedaży, dobrych praktyk wytwarzania, odpowiednich oznaczeń na opakowaniu i zabezpieczenia przed dziećmi – zupełnie jak w przypadku innych dóbr konsumenckich tego typu. Twierdzą, że żadne dodatkowe regulacje nie są ani konieczne, ani pożądane.
Pozostaje pytanie – dlaczego te wszystkie grupy “Zdrowia Publicznego” i prozdrowotne agencje rezygnują ze swoich obowiązków na rzecz wprowadzania w błąd użytkowników e-papierosów? Czy liderzy tych organizacji powinni być takimi ignorantami? Czy może chodzi o coś innego? Może, CDC i FDA są bardziej zaniepokojeni faktem podatków płynących z wyrobów tytoniowych niż zdrowiem palaczy? Czy imponująco wielkie wsparcie od Big Pharma dla prozdrowotnych grup non-profit wywiera wpływ, mniej, lub bardziej subtelnie? Nie można stwierdzić. Szczególnie ironiczny zdaje się fakt, że prawie wszystkie patetyczne wezwania do większych restrykcji wychodzą od liberalnego obozu demokratycznego, który od lat sympatyzował z innymi formami ograniczania szkód zdrowotnych, takimi jak prezerwatywy dla zarażonych wirusem HIV czy czyste igły dla uzależnionych od narkotyków. Wobec palaczy interesuje ich tylko i wyłącznie nikotynowa abstynencja – „Rzuć albo umieraj”, mówią.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewiduje, że w tym wieku około miliard osób straci życie z powodu uzależnienia od tytoniu, jeśli liczba palaczy utrzyma się na obecnym poziomie. Każdy zainteresowany kwestią tytoniu i zdrowia siedział jak na szpilkach od zeszłego listopada, kiedy to FDA decydowało o tym, jakie regulacje mają dotyczyć e-papierosów. Agencja może być elastyczna i utrzymać ten innowacyjny rynek na obecnym poziomie, ale może też potępić e – papierosy uznając je na równi z wyrobami tytoniowymi, co byłoby katastrofą. Jedno jest pewne: ta błędna, szkodliwa krucjata przeciwko e-papierosom jest zdecydowanie szkodliwa dla zdrowia publicznego w Ameryce. Podczas gdy długoterminowe badania kliniczne są pożądane, sprawa jest zbyt pilna i ważna, aby wymagać tych długich i kosztownych badań przed zatwierdzeniem rynku. W rzeczywistości tych, którzy domagają się dowodów przed jakimkolwiek zatwierdzeniem należy uświadomić, że wpływ tego typu regulacji byłby podwójnie destrukcyjny : palacze stracą dostęp do ich najlepszej nadziei na rzucenia palenia, a Big Tobacco będzie jedynym ocalałym po latach badań dowodzących tego, co możemy wyraźnie zobaczyć już teraz. E-papierosy mają potencjał, by uratować miliony ludzkich istnień, i Ci, którzy będą utrudniać dostęp do nich palaczom – lub do rzetelnej informacji o nich – w rzeczywistości, zabijają ich.

 
Źródło
 


 Tłumaczenie:  Tommy Black
 12.03.2015r.